Rozgrzeweczka, kilka miłych pogaduszek no i czas na start Karola Lipowskiego!

Od Pucka zaczęło się moje bieganie. Pierwszy półmaraton biegłem tu w 2013 roku. Wtedy jeszcze godzina startu była popołudniowa, było dużo ludzi i bardzo gorąco. I wiecie co…? Od razu się zakochałem w tym biegu. Ta atmosfera, trasa, organizacja, no i Ci kibice…dla mnie to zdecydowanie najprzyjemniejszy bieg w sezonie. Dlatego zawsze, bez względu na poziom i etap przygotowania, staram się brać w nim udział.

Tak też było i w tym roku [31 lipca] na XII Półmaratonie Ziemi Puckiej. Geneza tego, w którym jestem miejscu z treningiem, to osobny temat.

Jednym zdaniem powiem tylko że trenuję sam, bez planu i celu, z ogromną dozą nieskrępowanej i radosnej twórczości nowych teorii treningowych 😉. Uwierzcie mi – w tej całej plątaninie treningowej wyznaczenie sobie tempa w jakim powinienem biec połówkę nie należało do prostych zadań.

W tym celu dwa tygodnie przed zawodami udałem się na stadion i wykonałem „skomplikowany” trening 😉. Zacząłem biec od tempa 5’00/km i systematycznie, co okrążenie przyśpieszałem. Całość treningu 11 km, średnie tempo 4’12/km, ostatnie 4 km po 3’45/km i czułem się dobrze. No cóż…szału nie ma…ale jak na starszego diesla może być. Z tego treningu oraz trochę wróżąc z gwiazd 😉 założyłem sobie średnie tempo na połówkę 4’15/km, co dawało czas na mecie ok 1h30. Bo wiecie – najważniejsze to mieć plan 😝. Na start przyjechałem 1h wcześniej. Jak tylko poczułem atmosferę zawodów, to uśmiech z twarzy nie znikał 😊. Rozgrzeweczka, kilka miłych pogaduszek no i czas na start. 

przed biegiem…

 

Początek – jak zwykle za szybko, ale tylko o 10 sek, delikatnie zwolniłem. Kolejne km w zakładanym tempie lub troszkę wolniej. Pojedyncze sekundy uciekają od zakładanego tempa 4’15, wiem o tym, mimo to wciąż oszczędzam się. Boję się, żeby nie przeszarżować. Wolę zostawić więcej sił na koniec. Kluczowe okazują się kilometry 14/15/16/17 – wbiegliśmy na szutrowy odcinek trasy, jest trochę górek i zakrętów – tempo spadło do 4’30. Wiem, że wolno, staram się przyśpieszać, ale nie bardzo na górkach mam z czego dołożyć. Brak treningu na podbiegach zrobił swoje. Przynajmniej wiem nad czym pracować 😉. Wracam na asfalt, już wiem, że 1h30 na mecie nie będzie. Teraz już daję z siebie wszystko – średnia tempa na ostatnich 4 km po 4’10.

Finalnie czas na mecie 1:31:28 i 20-te miejsce. Cieszę się, że mogłem tu być. To była dobra sobota 😉.

A my cieszymy się Karolu, że stanąłeś na linii startu. To była dobra robota! Gratulujemy!

po biegu :-)