100 km kaszubskiej poniewierki Karola Lipowskiego

O to relacja Karola Lipowskiego ze 100 km biegu: „W minioną sobotę tj. 22.09.2018 miałem przyjemność brać udział w zawodach Kaszubska Poniewierka. Do pokonania był dystans 100 km. To jak dotąd najdłuższe moje zawody biegowe. Trasa do łatwych nie należała. Dość powiedzieć, że ze 170 osób na metę dotarło 112. Przed zawodami dopadły mnie drobna niedyspozycja zdrowotna. Niby nic poważnego, jednak akurat do tych zawodów powinienem być zdrowy w 100%.

Start był o godz. 2:00 u podnóża Łysej Góry w Sopocie. Przez pierwsze 30 km trasa wiodło przez Trójmiejski Park Krajobrazowy. Był to bardzo wymagający odcinek. Sporo biegam po naszych lasach i lubię bieganie po górkach, ale ta trasa to była jakaś mieszanka wszystkich najtrudniejszych tras, które znam. Samo przespacerowanie się nią gwarantowało spore zmęczenie. W pierwszym punkcie odżywczym na 28 km melduję się, jako 6-ty zawodnik. Jest dobrze, ale kilka kilometrów pojawiły się pierwsze kłopoty. Do kolejnego punktu na 51 kilometrze wiodła trudna technicznie ścieżka przez jar Raduni i dalej prosta droga do Skrzeszewa. Najpierw zgubiłem trasę. Delikatnie, bo miałem do nadrobienia tylko 2 km. Takie zdarzenia są wkalkulowane w tego typu biegi. Spadłem z szóstego na ósme miejsce i biegnę dalej. Do Skrzeszewa docieram, jako 8-my zawodnik. Tam pojawiły się kolejne problemy. Czułem się źle. Moja niedyspozycja jelitowo-żołądkowa zaczęła mi bardziej przeszkadzać. Kolega doradził mi jeść słone krakersy i pic dużo PEPSI. Faktycznie – pomogło.

    

Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości: Runsofun, Bałtyk Fabryka Czekolady, Poradnik Biegacza.

Potrzebowałem więcej czasu niż zawodnicy, z którymi biegłem. Przebrałem buty, koszulkę, chwilkę musiałem się uspokoić, skorzystać z WC. Na tym punkcie straciłem 20 min i cztery pozycje, wybiegam, jako 12-ty zawodnik. Dużo straciłem, ale poczułem się dużo lepiej. Czuję, że mogę biec, dobrze! Kolejny punkt odżywczy czekał mnie na 70 km w Kartuzach. Po drodze jest jedno spore podejście i odcinek 3 km przez gęsty las. Poza tym w miarę płasko. W końcu mogę wyrównać tempo biegu. Do Kartuz docieram o 10:20 wciąż jako  12-ty zawodnik. Tam czekają na mnie kibice – żona z córeczką. Jest dobrze, czuję się zdecydowanie lepiej niż 20 km wcześniej. Kolejny punkt odżywczy to Brodnica na 87 km. Po drodze piękne krajobrazy Szwajcarii Kaszubskiej. Biegnie mi się dobrze, trasa płaska, w większości drogi szutrowe. I mimo że biegnę wolno, to na tym odcinku nie jestem przez nikogo wyprzedzony. W Brodnicy melduję się, jako 12-ty ale wybiegam już jako 13-ty zawodnik. Od tego miejsca jeszcze tylko 13 kilometrów. Tylko, ale po drodze szczyt Wieżyca 328 m.n.p.m. To było zdecydowanie najdłuższe 13 kilometrów w moim życiu. O ile na prostych i z górki mogę biec, o tyle pod górę muszę przechodzić do marszu. Nogi zdecydowanie odmawiają posłuszeństwa. A że górek było sporo, więc i marszo-biegu było sporo. Tempo mocno spadło i kilku zawodników mnie wyprzedziło. Ostatecznie kończę na 18-ym miejscu z czasem 12:31:46s.

Podsumowując powiem, że jestem zadowolony, ale pozostał lekki niedosyt. Myślę, że to nie koniec mojej przygody z biegami ultra.”

Gratulacje i wielki szacun 🙂