Aldona – osoba, która nie przestaje nas zaskakiwać!

Bogactwo krajobrazu i przyrody, niezwykła historia, tradycja i różnorodność zaklęta w puszczańskich wsiach, przydrożnych kapliczkach czyni to miejsce magicznym i wyjątkowym … tak w kilku pięknych słowach można opisać bieg Bison Ultra-Trail 100 … a co tak naprawdę kryje się za tą tajemniczą nazwą, przeczytajcie w kolejnej ciekawej relacji Aldony.

Na co dzień Mama, Żona, Pracownik Działu Zakupów, Nasza Aldona … a ciągle nie przestaje nas zaskakiwać. Z biegu na bieg zaskakuje nas pokonanymi dystansami, kolejnymi zawodami i co lepsze … kończąc jeden bieg, planuje i zapisuje się na kolejny … jeszcze bardziej ekstremalny! Kto ją zna, ten wie co planuje w niedalekiej przyszłości … ale na ten moment zachęcam do przeczytania relacji z tajemniczego biegu Bison Ultra-Trail!

Po przebiegniętej setce w maju i biegu górskim w lipcu postanowiłam znów spróbować swoich sił w ultra. Mój wybór padł na Bison Ultra Trail – z proponowanych dystansów, zdecydowałam się na najdłuższy – 104 km. Trasa biegu prowadziła przez malownicze ścieżki leśne Puszczy Knyszyńskiej ze startem w Supraślu, woj. podlaskie.

Dodatkowym atutem biegu, w mojej opinii, był start o 3 w nocy, bo wbrew pozorom lubię tę porę, a samo obcowanie z naturą w środku nocy ma w sobie coś z magii.

Do Białegostoku wyruszyłam w piątek po pracy, co jak się później okazało, było strategicznym błędem.

Około godz. 22 dotarłam do Supraśla aby w biurze zawodów odebrać pakiet startowy. Po kontroli wyposażenia obowiązkowego udałam się do Białegostoku, gdzie czekały mnie dwie godziny drzemki i jazda z powrotem na start. Pożegnałam się z mężem i punktualnie o 3 ruszyłam w kolejną przygodę. Już na starcie odczuwałam zmęczenie, no ale cóż, trzeba było lecieć tu i teraz, bez rozliczania tego co było, z nadzieją na to co ma się wydarzyć. A uwierzcie, że na trasie biegu o takim dystansie może zdarzyć się dosłownie wszystko. Złota zasada każdego biegu ultra – „jeśli wydaje ci się, że biegniesz wolno, zwolnij jeszcze bardziej.” Starałam się zatem nie dać ponieść tłumowi i biec zgodnie z zaplanowaną wcześniej strategią.Do pierwszego punktu na 15 km docieram w 1 godz. 40 min – jednak za szybko. Szybka matematyka i już widziałam ile płynu potrzeba mi aby dobiec do kolejnego punktu, aby nie obciążać dodatkowo kręgosłupa. Uzupełniam płyny, biorę coś do przegryzienia i lecę dalej do kolejnego punktu na 26 km. Ciemna noc, wokół tylko światło czołówki i własny oddech. Uśmiecham się, bo przeżywam właśnie kolejną fajną przygodę. Na 17 km zahaczam o konar drzewa, kolano krwawi, nadgarstek boli, ale ruszam – uff cały. Na punkcie proszę aby medycy obejrzeli kolano czy nie puchnie. W ciemności nie jestem w stanie ocenić. Wszystko jest ok, mogę biec dalej. Na kolejnym punkcie zaczyna wstawać dzień. Przejaśnia się – Puszcza Knyszyńska wreszcie w całej odsłonie. Z nowym dniem pojawiają się również nowe siły. Do 59 km docieram w dobrym nastroju i kondycji jednak z myślą, że to dopiero półmetek. Za mną 7 godzina biegu i myśl, że co najmniej drugie tyle przede mną. Niestety na tym etapie zmęczenie daje się już we znaki niektórym zawodnikom – pierwsi zawodnicy rezygnują z dalszego biegu. Ja jednak po krótkim odpoczynku wyruszam z punktu. Z każdym km jest coraz ciężej i trudniej, ale biegnę. Kilometry w nogach wynagradzają piękne tereny i pogoda. Końcowe kilometry dają się we znaki. W dodatku trasa ma wiele podbiegów, a mając w nogach 80-90 km zdają się być wysokimi górami. W pewnym momencie wybiegam z lasu, widzę ludzi kibicujących, gdzieś w oddali słychać muzykę i głos spikera, co oznacza, że meta jest już tuż tuż. Przebiegam przez matę do pomiaru czasu, okazuje się, że to setny km … a do mety pozostają jeszcze tylko albo aż 4 km. To był moment, kiedy opuściły mnie na chwilę siły … jednak myśl o tym, czego właśnie dokonałam, każą się pozbierać i biec dalej! Tłumacze sobie, że to już naprawdę blisko. Biegnę co sił w nogach!

Po ponad 14!! godzinach biegu, o godz. 17:43 – przekraczam linię mety jako 12 kobieta w kategorii wiekowej K40-49.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak, bo po raz kolejny udowodniłam sobie na ile mnie stać i że wszystko zależy od naszego nastawienia i siły walki. Oczywiście też wiem, że stać mnie na więcej i że kolejnym razem na pewno pobiegnę lepiej.

Wracając z Białegostoku zapisałam się na kolejny bieg! Do sprawy podeszłam jednak rozsądnie, wybierając dystans 25 km z przewyższeniami 550 m podczas Pomerania Trail Biegi Górskie na Pomorzu.

Pogoda była idealna, atmosfera rewelacyjna a trasa bajkowa.

Zważywszy na okoliczności, bieg ukończyłam w bardzo dobrym czasie 2:58:48 jako 10 kobieta w K40-49 / Open 28.