Aldona na wysokościach. Hej!

Jak obiecała po ukończeniu poprzedniego biegu tak zrobiła. Mówiła, że będzie wysoko i było.

Jak się okazuje Aldona nie potrafi odpoczywać nawet podczas urlopu. Tygodniowy pobyt w górach był zaplanowany i zapięty na ostatni guzik. A to wszystko podszyte ogromnym wysiłkiem, emocjami, chwilami słabości, ale przede wszystkim wiarą w swoje możliwości.

Czy respekt przed górami i kilometrami do pokonania Aldonę zniechęcił lub wystraszył?

Przeczytajcie sami, co czuła i przeżywała dziewczyna znad morza na górskich szlakach podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich 2021 Lądek Zdrój 17.07.2021:

”Trasa biegu: Lądek Zdrój – Trojak 766 m n.p.m.- Przełęcz Gierałtowska – Czernica 1083 m n.p.m. – Stary Gierałtów – Przełęcz Lądecka – Borówkowa Góra 900 m n.p.m. – Złoty Stok – Jawornik 872 m n.p.m. – Orłowiec – Lądek Zdrój

68 km po Sudetach, całkowite wzniesienie terenu 2915m ↗️🏔. Było co biegać. Była wspinaczka oraz mnóstwo zbiegów i podbiegów. Bieg bardzo wymagający, a limit czasowy dość wyśrubowany – 13 godzin. Pełna respektu dla dystansu i gór pierwszy raz w życiu wykupiłam NNW. Wiedziałam, że będzie bardzo ciężko, tym bardziej, że był to mój pierwszy bieg i to na tak długim dystansie.
Dodatkowo cały tydzień poprzedzający zawody chodziłam po górach, więc nie było mowy o odpoczynku przed startem. Wystartowałam z Lądka Zdrój 17.07 o godz. 5:30. Pierwsze dwa punkty były kluczowe, bo tam było najwyższe przewyższenie terenu, a limit nieubłagany. To one spędziły mi sen z powiek w noc poprzedzającą start. Wiedziałam, że jeśli nie dotrę na czas, zostanę zdyskwalifikowana i będę zmuszona zejść z trasy. A przecież nie po to przyjechałam. Pierwszy punkt na 9 km pokonałam z godzinnym zapasem. Na drugim zameldowałam się również sporo przed limitem.
Te pierwsze kilometry dały się we znaki wszystkim uczestnikom. Pot lał się strumieniami, nogi się trzęsły, w głowie wirowało, tętno w granicach 175. Miło nie było. Starałam się panować nad emocjami. Tłumaczyłam sobie, że przecież tego oczekiwałam od biegu górskiego: cudownych widoków zapierających dech w piersiach i totalnej poniewierki. Po to tam przyjechałam. Po pokonaniu tych nastu km poczułam moc 😊. I do tego wiedziałam, że zmieściłam się w limicie i mam zapas czasu. Pomyślałam, że najgorsze za mną, ale bardzo się myliłam… Bieg inny niż wszystkie. Ludzie ze sobą nie rozmawiali…odniosłam wrażenie, jakby każdy w milczeniu niósł swój krzyż.
No i nadszedł kryzys na 35 km. W głowie, gdzieś tam przez chwilę przemknęło, aby zostać na punkcie. Ale nie, nie było takiej opcji. Kolejny punkt, potem kolejny i cała wieczność do mety…

Mimo tego zdobyłam się na finisz. Na ostatnich kilku kilometrach i przed godz. 18.00 zameldowałam się na mecie z czasem 12 godz. 28 min 39 sek., zajmując 31 msc w kategorii K40.
Tam już mało co do mnie docierało – morze łez, bynajmniej nie ze szczęścia – emocje puściły. Tym akcentem zakończyłam mój tygodniowy wymarzony urlop w górach. Zdobyte kolejne 4 szczyty do Korony Gór Polskich (Śnieżka 1602 m n.p.m., Chełmiec 850 m n.p.m., Skalnik 945 m n.p.m., Skopiec 720 m n.p.m.) oraz zdobyty medal Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich Ultra Trail.
Cieszę się, że miałam okazję reprezentować firmę nie tylko na naszym terenie i pokazać, że dziewczyna znad morza też potrafi biegać po górach.